Majowy rejs Bornholm i Christianso 2016 by Krzych

Majowy rejs  Bornholm i Christianso 2016 by Krzych

Najwyższa pora spisać to, czego się jeszcze nie zapomniało i zanim sie wymiesza z wydarzeniami z innych rejsów i opublikować przed kolejnym wypłynięciem, które już jutro.
Zebrało nas się kilku kumpli, którzy dali się namówić na majowy rejs:
Michał H. którego mogę nazwać „ostry”, bo do wszystkiego dodawał Tabasco. Wścieklaki z pod jego ręki wychodziły naprawdę wściekłe
Piotr – chciał się pożegnać z brodą a powrót z rejsu był dobrym pretekstem, więc popłynął
Jarek – dążył do równowagi energetycznej świata. Jak morze szalało on spokojniutko leżał, ale jak tylko fala się uspokajała to śpiewał, gadał, żartował (ADHD normalnie)
Michał W. – liczyłem, że może zabierze saksofon i przypomni sobie dawne czasy (na morzu to byłby czad) a on w futerałach miał tylko wędki. Pozostało rozkoszować się smakiem świeżutkich dorszy.
Maciek – urodzony nawigator, opanowany i spokojny człowiek, który jest chyba zawsze uśmiechnięty wewnętrznie. Jak zdobędzie uprawnienia mogę pływać pod jego komendą
Krzysiek – ja. Miałem zaszczyt dowodzić naszą ekipą, czyli przede wszystkim nie przeszkadzać.
Na krótkim odcinku z Gdyni do Helu był z nami Bartek – jego gitara jest the best

001Zbieramy się w piątek 13.05 na jachcie ze sporym opóźnieniem w stosunku do wcześniejszych planów. A to w pracy ktoś musiał coś zakończyć, a to zakupy jeszcze trzeba było po południu robić a to inne komplikacje. Wiedząc, że musimy być z powrotem za tydzień w piątek postanawiamy, że część „artystyczną” rozpoczniemy dopiero po dotarciu na Bornholm i aby nie tracić czasu w Gdyni kosztem pobytu na wyspie wyruszymy jak najszybciej. Kiedy my jeszcze dowoziliśmy prowiant ekipa z Dufourka miała już wieczór integracyjny w pełnym rozkwicie – pozazdrościć.
No nic, 14 maja godzina 0200 nadszedł czas startu. Bartek po 0400 ma pociąg z Helu, na który musi zdążyć, bo rano w Rewie trening żeglarski. Warunki pogodowe wyśmienite; wiatr 4B i przemierzamy zatokę z prędkością ok 7kn płynąc połóweczką.

002Żegnamy Bartka i wychodzimy z zatoki na morze. Prognozy podawały, że wiatr będzie z kierunku W, ale miął mieć, co kilka godzin odkrętki w kierunkach WN i WS które to chcieliśmy wykorzystać. Sprawdziło się to tak tylko do godzin południowych. Wiatr wzrósł do 5-6B i postanowił sztywno się trzymać wiejąc z kierunku W. Fale się rozbudowały i zrobiły się bardzo nieprzyjemne. Takie średniej wysokości, ale ostre złośnice. No cóż, trzeba było się z nimi pomęczyć i uraczyć NEPTUNA świeżą strawą. Około 2200 płynęliśmy kursem 230 byliśmy na wysokości Łeby (trochę za nią), kilka mil od brzegu i zamierzałem zmienić kurs, aby oddalić się od lądu. Patrząc na zmęczone twarze kompanów, dość luźno zaproponowałem, że może spłyniemy do Łeby, aby odpocząć od tych podłych fal. Wszyscy wyrazili aprobatę mówiąc „czemu nie”, „możemy”, ale nikt nie chciał kategorycznie się tego pomysłu chwytać, bo to dzielne chłopy, natomiast ich spojrzenia mówiły „NIE ODSTĘPUJ OD TEJ MYŚLI”. Zmieniliśmy więc kurs na 140 i po 1,5h o godzinie 0150 weszliśmy do portu w Łebie. i Tak po dobie żeglugi w dość nieprzyjemnych warunkach, kołysaliśmy się stojąc na lądzie. To była może mało istotna decyzja, ale było czuć, że ważna. Wszystko zaczęło ponownie smakować. Miał to być postój na regeneracje i taki był.

003
004Wykąpani, najedzenie i wypoczęci o 1230 opuściliśmy Łebę. Wiatr początkowo o sile 4B wzrósł do 5B, zrefowaliśmy żagle i naprzód. Po kilu godzinach jego siła wzrastała, zmieniał trochę kierunek na ten tzw. „w mordę wind”. Uruchomiliśmy żagiel diesla, wszyscy szybko nauczyli się jak sterować na falach i tak w podłych warunkach upłynęły nam kolejne godziny. Wcześniej pobrane prognozy dość sporo odbiegały od rzeczywistości. Po ponad dobie od wypłynięcia z Łeby, zmęczeni sztormowymi warunkami o godzinie 1700 wpływamy do Nexo. Po minięciu główek manetka silnika przełączona w pozycje N i dalej płyniemy już tylko siłą rozpędu szukając miejsca. Poruszamy się z minimalną prędkością zapewniającą sterowność a płaska woda w marinie przyniosła natychmiastowe uczucie ulgi. Tak spokojnie było tylko chwilę. Wypatrzyliśmy miejsce na postój, przełączam manetkę w pozycje „wstecz” aby wytracić resztę prędkości i kierować się w upatrzone miejsce a tu NIC. Silnik jak pyrkał sobie spokojnie na wolnych obrotach tak czynił to dalej a my wolniutko płynęliśmy do przodu wprost na zacumowane łodzie. CO JEST? O CO CHODZI? Dziesiątki myśli na sekundę, szukanie w głowie przyczyny a nade wszystko rozwiązania. Napięcie i poczucie zagrożenia w tym spokojnym porcie okazało się dużo większe niż chwile wcześniej na wzburzonym morzu. Po chwili silnik na krótkie momenty wchodził na obroty i dzięki sprawnej oraz zgranej pracy przy odbijaczach i cumach całej załogi udało nam się ustawić łódkę w wypatrzonym miejscu bez żadnej kolizji, bez żadnego zarysowania. UFFFF, można odetchnąć i spożyć coś świętując „SZCZĘŚLIWE OCALENIE”. Niby to takie proste a jednak nic nie wchodzi. Koledzy którzy niejednokrotnie są nazywani „PIERWSZA SZKLANA” nie mają ochoty na najdrobniejsze ilości alkoholu.
Następnego dnia wstajemy rano i chcemy szybko uporać się z awarią silnika, aby spokojnie świętować urodziny Michała W. oraz zwiedzić okolice. Baloniki i „sto lat” odśpiewane z rana, zjedzone śniadanie i czas do roboty. Ja i Jarek po konsultacjach z czarterownią zabieramy się za majstrowanie przy silniku w celu usunięcia awarii. Mariusz (Kapitan z QUANTUM OF SOLACE) woła nas do wspólnego zdjęcia. Ja mając ręce po łokcie w ropie (ON) w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że ma doskonałe wyczucie chwili, ale później byłem mu wdzięczny za tą inicjatywę, bo to była właściwie najlepsza okazja podczas tego rejsu i z wielkim sentymentem spoglądam na wspólną fotkę.

005Przy tej okazji muszę podkreślić, że ekipa DUFOURka była bardzo serdeczna i gościnna, czym my zagłębieni w rozwiązywanie problemów i walkę z czasem nie byliśmy wstanie się odwdzięczyć. WIELKIE DZIĘKI dla Mariusza i całej jego ekipy.
Problem z silnikiem był banalny, ale jego rozwiązanie zajęło nam cały dzień. Przewód paliwowy okazał się być zapchany, ale po wydmuchaniu zanieczyszczenia zbyt mocno skręcaliśmy go z filtrem paliwa, co spowodowało pęknięcie jego obudowy.

006Wiele godzin zajęło poszukiwanie jego zamiennika, aż w końcu znaleźliśmy warsztat gdzie zaspawano nam pęknięcie w aluminiowej obudowie a my po tych poszukiwaniach możemy służyć za przewodników po warsztatach i całej części rybackiej NEXO. Godzina 1600 jak wszystko mamy ogarnięte i możemy zwiedzać miasteczko w jego przyjemniejszej i bardziej malowniczej części.

007Były pyszne, ręcznie wytwarzane lody, kawa i generalnie relaks. Po gościnie w NEXO wieczorem wypływamy do ALLIGNE gdzie docieramy około 2400. Droga ta była najcudowniejszym żeglowaniem przy wietrze zapewniającym całkiem niezłą prędkość bez niepotrzebnej walki i na dodatek słońce tak przepięknie zachodziło, że kto bardziej romantyczny mógł doznać wzruszeń i uniesień duchowych.009Po dotarciu marina okazała się zapełniona, ale znaleźliśmy jakoś miejsce przy samym wyjściu z wewnętrznego baseny, cumujemy, toaleta i wreszcie „wścieklaki” – jest dobrze.

010Próbujemy należycie uczcić Michała urodziny i jakoś się udaje, choć o hucznej zabawie nie można powiedzieć, bo jeszcze wcześniejsze zmęczenie nie pozwala rozwinąć skrzydeł.
Następny poranek okazuje się początkiem bardzo miłego dnia, który niestety będzie ostatnim naszego pobytu na wyspie. Po przebudzeniu wynurzamy się z wnętrza jachtu na pokład a tu całkowicie nowa sceneria. Nocna, cicha marina zapełniona jachtami i osnuta mrokiem, który był tylko w niewielkiej części rozpraszany przez słabiutkie miejskie światła jest teraz opustoszała z jachtów, ale w zamian zalana promieniami słońca, gwarna i ruchliwa, bo na nabrzeżach odbywa się pchli targ. Stoisko obok stoiska i tłumy kupujących.

011Po śniadaniu i porannej toalecie wyruszamy w teren zwiedzać okolice.

012
013Wędrówkę zakończyliśmy zakupem wędzonych śledzi, które natychmiast po powrocie na jacht wylądowały na talerzach.

014To był naprawdę bardzo miły dzień.
Wiedząc, że w nocy musimy wyruszyć w drogę powrotną ja z Maćkiem i Jarkiem popłynęliśmy do TEJN zatankować paliwo. To był nasz taki morski spacerek wzdłuż wybrzeża, z drobnymi elementami ćwiczeń manewrów na silniku. Piotr i Michały wyruszyli w tym czasie ponownie do miasteczka, ale tym razem nie byli zainteresowani zwiedzaniem i skupili się na integracji z lokalną społecznością. Gdzie lepiej o takie zaznajamianie się jak nie w pubie. 015Broda Piotra zmyliła ROGERA, który przez minutę mówił do nich po duńsku zanim mu oznajmili, że w tym języku to nie bardzo się dogadają. Przełączono wersje językową i się zaprzyjaźniali. 016Wieczorem jeszcze na moment spotykałem się z załogą Dufourka. Wymieniamy się krótko wrażeniami i czas się rozstać. W drogę powrotną wyruszyliśmy o 2250 a do Gdyni dotarliśmy 20.05.2016 o godzinie 1600.
Warunki pogodowe były całkowicie odmienne od tych, jakie nam towarzyszyły gdy płynęliśmy w stronę Bornholmu. Kilka godzin pod żaglami a generalnie brak wiatru. Przez ostatnie kilkanaście godzin to stan morza był totalne 0, żadnej zmarszczki na wodzie, lusterko.

017Udało nam się złowić kilka dorszy które momentalnie trafiły na patelnie – pycha. 018Po dotarciu do Gdyni Piotr i Michały musieli wracać do domów a ja, Maciek i Jarek biesiadowaliśmy pomiędzy jachtem a Contrastem. Następnego dnia rano porządki, pakowanie i pożegnania nadszedł czas.
Pomimo wielu niedogodności pogodowych, problemów technicznych, napiętego czasu, to bardzo miło wspominam ten rejs. BYŁO CUDNIE!

A to filmik z naszej wyprawy