Manewrówka na Zatoce Gdańskiej 2015 by Holka

Manewrówka na Zatoce Gdańskiej 2015 by Holka

“Siłą” zostałam zmuszona do napisania relacji…;)
Nie miałam wyjścia i oto jest ;)

Zdjęcia jakości i ilości takiej a nie innej, ponieważ było tak intensywnie i zajmująco, że nikomu w głowie nie było bieganie z aparatem.

Manewry portowe
Gdynia, 10-15.11.2015
Jacht: Elan Impression 40
Załoga: (kolejność wg zapisów)

1. Adamix4
2. JacO
3. bednar
4. Holka
5. Sudovia
6. Adaś
7. MajkelOp
8. wilki


Wtorek 10.11.2015

Łoś i Fantastyczna Czwórka (JacO, wilki, bednar i MajkelOp), ok. godziny 2000 zgarniają mnie z dworca w Poznaniu.
W drodze, Majkel dowiaduje się, że jedziemy na 5 dni a nie na 3 ;) .
Są „Greckie opowieści różnej treści, ogrom śmiechu i radości…..”
Jacek steruje.
Wilki przez całą drogę czyta Wikipedię na tablecie .
Na każdej stacji benzynowej Majkel przegląda Angorę a Bednar je hot dogi…. a ja? Ja próbuję to wszytko jakoś ogarnąć ;)01-cbd85aa55eb8372e

W Gdyni jesteśmy około północy.
Na Elanie czeka na Nas już reszta załogi: Sudovia, Adaś, Adamix4, kilkadziesiąt rogali świętomarcińskich i spore ilości przepysznej szynki przywiezionej ze Wschodu przez Adasia :)
Pierwsza wspólny wieczór, dla niektórych zapoznawczy.
Wybieramy Sudovię na Kapitana, gra Jackowa gitarra. Bednar zamiast śpiewać-rapuje.
I tak prawie do rana….

Środa 11.11.2015

Wczesna pobudka…. wszyscy zwarci i gotowi czekają na manewry!
Na śniadanie pyszne kanapki z łososiem zarządzone przez Wilkiego.
Około 0900 szybkie przypomnienie węzłów, oddajemy cumy i wypływamy na redę Gdyni. Macha nam Nicramowa Rodzinka.
Wieje przyjemnie, promienie słońca wydostają się spoza chmur. Ćwiczymy bączki, cyrkulację w miejscu, wprzód i nazad… Dziady wpadają i wypadają…
Ktoś tam odsypia, ktoś ukołysany falami przysypia…, co jakiś czas do kokpitu dociera zapach przyrządzanego obiadu… czego chcieć więcej? :)

Wracamy do portu. Robimy przerwę na posiłek ( ziemniaki i kurczę z piekarnika plus warzywa po Wilkowemu). 02-4eae93efbfeb9b21

03-75c279b340c88630

Znacznie objedzeni, z ograniczonymi możliwościami manewrowymi, wracamy jednak do ćwiczeń. Tym razem podchodzenie rufą do kei, każdy co najmniej kilka razy. I tak do zmierzchu…

Późnym popołudniem odwiedza nas forumowy Krzychu, i znowu gra gitarra, są śpiewy (rap).
Są rozmowy o życiu, jedni próbują przekonać innych do swoich większych i mniejszych racji, kolejni udają bliźnięta 04-a769ae93cdb53eee

a jeszcze następni serwują pyszne drinki z parasolką…

Gwoździem wieczornego programu są odwiedziny solenizanta Nicrama. Pijemy i jemy za jego zdrowie ;)
Opuszcza nas ok 0700 rano dnia następnego i niestety już nigdy do Nas nie wraca… :sad:


Czwartek 12.11.2015

Poranna trasa na Hel. Pobudka jak wymarzona. Ciepło, kołyszące fale i widok przez forluk na zawiewający fok.
Bosman w Helu tradycyjnie „nie był zadowolony”. Tradycyjnie przeszkodził mu brak meldunku przed boją. Odrobiliśmy to stojąc już przy kei ;)

Prysznice i toalety w porcie, o tej porze roku już nieczynne, fokarium również :unsure:05-e14b056c1cf103b2

06-f73a4a520d90155f

07-f2fb775168c331b7

08-a3ad1cc4dcc9ba83

09-a5a5b1b9e0c4cdc0

Dostajemy pozwolenie na manewry portowe, jemy śniadanie.
Jacek ładuje baterie ;)
Ćwiczymy przy całkiem silnym wietrze (w porywach do 45 węzłów). Podchodzenie rufą do kei, cyrkulacja… wybrani szczęśliwcy mogli Nas podglądać na kamerce, ale tylko jeden zobaczył Jacka w późniejszej akcji … ;)
Robimy przerwę, cumujemy, spacerujemy po nabrzeżu, suszymy sztormiaki.
Fale przebijają się przez falochron (docierając aż do jachtu) a słońce przez chmury…jest bajecznie i na swój sposób cicho.

 

10-e12c51fd1a8e6d5d

11-bcaaf6dbaa959999

12-d47e9002f75dc641

13-a30b62252fb36f17

14-eea919597eb8dffd

Jacek wstaje, je z nami obiad, melduje się w domu, na kei wywraca się z telefonem w dłoni i idzie dalej spać ;)
Wiatr nie ustaje, mimo to wracamy do manewrowania. Tym razem longside i odchodzenie na szpringu.
Tracimy jeden odbijacz. Wiatr dopycha go do ciężko dostępnej części nadbrzeża. Na szczęście, dzięki zgraniu załogi udaje nam się wykonać perfekcyjny manewr “odbijacza za burtą”, podejmujemy go na pokład i znów jesteśmy wszyscy w komplecie :)

Ok 1700 zaczyna już zmierzchać, kończymy manewry, przebieramy się i idziemy na kolację do Morgana. Pyszne przystawki i jeszcze lepsze ryby. Najedzeni= zadowoleni, w drodze powrotnej robimy drobne zakupy, uzupełniamy brakujące zapasy…

Niespiesznie lecz z silnym wiatrem wracamy na jacht, przebieramy się (znowuuu) i pod osłoną nocy maszerujemy na plażę. Jest pięknie, nad Trójmiastem migoczą światła a na niebie tysiące gwiazd i ten jeden Wielki Wóz.

Pijemy wino, kulturalnie…. z kubeczków.

Pozujemy… 15-fe82680ff3787c48

…planujemy i marzymy… 16-e88e4fdeada4079a

Wracając, Jacek na chwilę znika nam z oczu. Okazuje się, że stracił grunt pod nogami…, skończyła mu się kładka ;)
Robimy przerwę na ławeczce- i znowu rozmowy o życiu, o spadających gwiazdach.
Droga powrotna prowadzi ścieżką przez las. Tym razem Jacek wpada na ciernisty krzew, ma porysowaną całą twarz… Najprostsze wytłumaczenia wydają się czasem najbardziej nieprawdopodobne ;)

Wiatr trochę zelżał ale nadal głowy urywa.
Będąc już na Elanie, postanawiamy ponownie “wyskoczyć na miasto”. I znowu się przebieramy…. na szczęście zajmuje nam to tylko damskie 5 minut*.
Morgan okazuje się być o tej porze już zamknięty (ok 2300), trafiamy do przytulnej knajpki, pijemy piwo i herbatę.

Wpadamy w zachwyt zerkając na Jacka i róże… 17-a1dd6899144b58c0

Wilki każe nam się rozliczać się z Cifa, a Bednar opowiada o swoich przygodach z podyplomowymi.
Punkt 0000 opuszczamy lokal i wracamy na jacht. Reszta załogi już poległa…my też idziemy odpocząć.

Piątek 13.11.2015

Z każdym uderzeniem fal o dziób otwieram oczy szerzej… płyniemy pod wiatr, na silniku. Tym razem do Gdańska, planowo mieliśmy udać się w kierunku Jastarni, jednak prognozy wskazują pogorszenie się pogody. Istniało zatem ryzyko, że nie wrócimy do Gdyni na czas.
Jemy śniadanie, wpływając Martwą Wisłą oddajemy hołd poległym Żołnierzom. Zatrzymujemy się przy nadbrzeżu promowym 18-b6c299be04282559

19-a6c0414917a753a0

I idziemy zwiedzać Westerplatte.
Zdziwienie panujące na twarzy Pana Ochroniarza, wypuszczającego nas z portu- nie do opisania ;) . Nie odzywa się do nas ani słowem…
20-52ee4e5de8289fd7

21-787c5703419a5647

Westerplatte robi na nas ogromne wrażenie. Historia, którą wszyscy doskonale znamy, jednak atmosfera tam panująca powoduje, że mówimy mniej jak zwykle…. 22-d968a595fd3590e4

23-f7200e47bab7b4ab

24-7a95727bfbc9d932

25-472eeaa08aee90be

26-7228ea1d6e2938c3

27-6a657977edd68ce7

Po godzinnym spacerze wracamy na jacht.
Pan Ochroniarz jednak nie wytrzymuje, pyta nas skąd się tutaj wzięliśmy… pada szybkie „z kontenera proszę Pana”…. ;)

Sporo czasu zajmuje Nam dopłynięcie do mariny. Po drodze mijamy większe i mniejsze jednostki. 28-159d02dd3ece8a7e

29-01cc50afcf0425a2

30-2c1ad3f53af880bd

31-ab6905070a7ecc7d

32-0d7153ad715bea4d

33-199f7360ca6809a9

34-69dac007bf14817a

Docieramy na miejsce. Jest pusto i spokojnie. 35-5f40501dda594856

36-30e778c9b266d15b

Robimy małe zakupy w pobliskim sklepie, jemy szybki obiad, pijemy szybką kawę.
W międzyczasie słuchamy kolejnych części greckich opowieści Wilkiego i Majkela. Planujemy udział w regatach ARC. Za kilka lat płyniemy. To już postanowione :)

Ćwiczymy cyrkulację i podchodzenie rufą do kei.

 

 

37-6997bc6211f7e35e

38-c1042c5ceb1c2832

39-224b59c3b144904c

Ściemnia się, a wiatr zgodnie z prognozami wzmaga, kończymy na dziś.
Prysznice i toalety w marinie czynne. Zaplecze sanitarne jest na bardzo wysokim poziomie, prysznice zaopatrzone w radio, z którego dowiadujemy się po raz kolejny o ostrzeżeniach przed silnym wiatrem.

Wykąpani i wyperfumowani idziemy na miasto.
W planie mamy posiłek i tradycyjny, nocny spacer na plażę. Ze smakiem wcinamy hamburgery w Bobby Burgerze (ul.Długa 74, polecamy!).

Spacerując po przepięknych ulicach Gdańska, obmyślamy projekt „plaża”.
Dochodzi godzina 2100. Do tej gdyńskiej jest za daleko, może podjedziemy rowerami? Wypożyczalnia jest blisko… niestety zaczyna padać…. rozmyślania kończymy… w kinie na Bondzie ;)40-b7d9a2d553a79e86

W trakcie seansu raz zasypiamy, raz spacerujemy, zabieramy popcorn i Colę małym dzieciom ;)
Informacje o znacznym pogorszeniu się pogody dotarły już do naszych Rodzin… wracając na jacht, telefonicznie uspokajamy Tatę Najmłodszego Uczestnika Naszej wyprawy.

Już prawie w śpiworach, już prawie kładziemy się spać…. gdy około 0200 w nocy Kapitan (właściwie to trzech Kapitanów;) rzuca komendę „wypływamy”. Rano warunki mogą uniemożliwić nam wyjście z portu.
Odłączamy się od zasilania, w Bosmanacie zostawiamy kartkę z danymi z licznika i namiary na Kapitana.
O 0300 ruszamy w stronę Zatoki. Za sterem Bednar, reszta kapitanuje a jeszcze reszta zostaje posłana do spania.

Ostatecznie wszyscy zostają na pokładzie. Stawiamy żagle i obieramy kurs na Gdynię. Wiatr ok 30kn.
W okolicach 0530 dopływamy na miejsce…Rozwiało się na tyle mocno, że stajemy tam gdzie nas „dowiało” ;)
Przy wschodzie słońca (za gęstymi i złowieszczymi chmurami) wypijamy gorącą herbatę, niektórzy wino za „szczęśliwe ocalenie”…

Około 0600 wymęczeni po bardzo długim dniu idziemy spać.


Sobota 14.11.2015

Wstajemy póóóóźno, na śniadanie jemy obiad przygotowany przez Adamixa :)
Wieje silny wiatr i pada gęsty deszcz.
Manewry niestety ze względów pogodowych odpuszczamy. Nie jesteśmy z tego powodu zadowoleni… Pocieszenia szukamy ( i znajdujemy!) w lokalnym „Pierożku”. Pierogi z owocami i grzane piwo to specjalność lokalu.
Wracamy spacerem, rozmawiając, moknąc…. Objedzeni, decydujemy jednogłośnie, że czas na godzinną, popołudniową drzemkę ;)
Ale! Najpierw jeszcze sesja zdjęciowa z Łosiem…Nie wiem co On takiego w sobie ma… (kilka podobnych zdjęć, bo przecież Nikogo pominąć nie mogę) 41-982bb8d73535e7df

42-8eea44d67853c491

43-56b4fe7d722521a8

44-274572537269a034

45-f22c46ee04ad3fde

46-153e5198dcdbc361

Późnym popołudniem odwiedza nas forumowy Krzych, przywozi pyszne „conieco”. Chwilę świętujemy jego świeżo zdobyty patent sternika i jedziemy do Rewy na forumowe spotkanie u Krężołka.

Jest pyszna ryba, smażona i wędzona. Niesamowita atmosfera, opowieści i jeszcze lepsze plany.

Są też piłkarzyki! Rozgrywamy kilka ekscytujących meczów.
Dochodzimy do wniosku, że na kolejne niedźwiedzie rejsy trzeba zaopatrzyć się w stół do grania w w/w ;)

Późnym wieczorem wracamy do Gdyni, w planie tradycyjny spacer na plażę…. jednak ulewa nie odpuszcza.
Udajemy się zatem do Zielonej (przyjemna knajpka w okolicach portu). Nie zostajemy wpuszczeni. Jest sobota, wszyscy „wystrojeni jak szczurki na otwarcie kanału”. Selekcjonerzy uznają nasze sztormiaki i kalosze za nieodpowiednie ;)

Na szczęście lokal obok jest już bardziej wyrozumiały. Prędko znajdujemy miejsce dzięki trzem miłym panom (jak się potem okazuje, kelnerom z Warsa), którzy zaprosili nas do swojego stolika. Zaczynamy nieśmiało zagadywać. Towarzysze Nasi pytają co robimy. „Żeglujemy” odpowiadamy zgodnie z prawdą (planami i marzeniami) …. po trwającej kilka chwil ciszy, odważniejszy z nich, pewnym i stanowczym głosem oznajmia: „aaaa…, no tak, na statkach transportowych!”. Zdemaskowali Nas!
W międzyczasie zwalnia się stolik, zauważamy, że wciąż wzbudzamy dziwne zainteresowanie, jednak sztormiaki i kalosze, w ulewny wieczór, w przyportowej knajpce, to coś zwracającego uwagę ;)
Zamawiamy pizzę i frytki, coś do popicia. Wymieniamy się patentami na łatwiejsze i przyjemniejsze życie, jak zwykle się śmiejemy, jak zwykle żartujemy…

Po północy wracamy na jacht, po drodze zapewniając Juniorowi rozrywkę za 2zł. 47-2738a026cd71957c

… i wyjątkowo wcześnie kładziemy się spać…

Niedziela 15.11.2015:

Wczesna pobudka, Adamowe śniadanie, pakowanie, ogarnianie jachtu.
Żegnamy się zresztą Załogi. Jacht opuszczamy około 1000.
Pogoda na zewnątrz wciąż bura i ponura, w aucie słuchamy Jackowych “smętów”, trochę się śmiejemy, trochę milczymy…wszystko co dobre szybko się kończy. 48-3fe6e0a7b808a1c0

Na stacji benzynowej Majkel jak zwykle przeglądał Angorę a Bendar jak nie zwykle, nie jadł hot dogów ;)
Przed 1500 dojeżdżamy do Poznania, jemy ostatni wspólny obiad a potem…. ja w swoją stronę a reszta w swoją.…

Koniec i kropka

*) Damskie „za 5 minut będę gotowa” trwa dokładnie tyle samo ile męskie „za 5 minut jestem w domu” :)

Czy manewrówka w takiej formie (bez konkretnego instruktora) się sprawdziła, czy warto było?

U Nas się sprawdziła.
Nie było jednego instruktora ani szczegółowego planu ćwiczeń i manewrów. Głównie „szkolili” Nas Wilki i Sudovia. Ale i reszta dzieliła się posiadaną wiedzą i umiejętnościami.
Czy na następnej takiej manewrówce się to sprawdzi? Nie wiem ;) W dużej mierze zależy to od czynnika ludzkiego. Nam udało się całkiem nieźle ;)

Czy warto było…
Manewry portowe, bez względu na jakiej jednostce, na jakim akwenie, czy trwające 3 dni czy 5, zawsze się przydają. Niezależnie od doświadczenia i umiejętności. Ćwiczenia zajmowały Nam codziennie dobrych kilka godzin. Niekiedy w całkiem trudnych warunkach, co dodatkowo je urozmaicało. Do tego poznawanie nowych portów, nowych ludzi, ich historii oraz czas spędzony już z tymi wcześniej poznanymi…
Każde chwile spędzone na wodzie, na jachcie, czy to w trakcie rejsu, czy na rzeczonej manewrówce, to dla mnie niebywała radość, chwila odpoczynku oraz okazja do nabrania dystansu do codzienności na lądzie.
Zatem moja odpowiedź jest chyba oczywista :)