Tradycyjny Majowy Rejs 2015 by Szarmancki Łoś

Tradycyjny Majowy Rejs 2015 by Szarmancki Łoś

Zniesmaczony nieróbstwem i lenistwem uczestników (niejaki Waju poległ w przedbiegach, jakiś j.jaco75 olewa temat strasznie) , zmuszony jestem do przekazania Wam drodzy czytelnicy mojej wersji zdarzeń i opisania występków tej niesfornej wycieczki . Otóż przybyłem do Mariny Gdynia w piątek wczesnym rankiem, sprawdziłem, czy jachty przygotowane i sącząc leniwie drynka z palemkom obserwowałem jak dojeżdżają kolejni uczestnicy rejsu. Wiele nieznajomych twarzy, ale wszyscy uśmiechnięci i głodni przygód, myślę – będzie dobrze . Moich znajomych z październikowego „niedźwiedziego” wciąż nie ma, a barman już zaczął się dziwnie patrzyć na gościa z rogami zamawiającego co chwilę rum & cola . Dotarli w końcu późnym wieczorem i jak zwykle rozkręcili imprezę na łódce . Myślę sobie – przecież plan był inny – przyjadą, ształujemy i płyniemy od razu, żeby odciąć jak najszybciej te „cumy” co nas jeszcze na lądzie trzymają . Przywieźli jednak ze sobą niesamowite ilości żółtego napoju, który dobry był i potęgował stwierdzenie, że „najlepszym planem jest brak planu” . Wyruszyliśmy więc w sobotę rano. Długo zastanawiałem się na którą łódkę mam zamustrować. Impression – funkel nówka nieśmigana – na pewno czekały by mnie tam wygody niespotykane na innych jachtach. Bawarka – znam ją z „niedźwiedziego”, jest super, ale zdemontowali z niej mojego serdecznego przyjaciela – HeńkaSamostera. To przekonało mnie do tego, że wybrałem Dufourka – część załogi znałem i wiedziałem, że są bardzo „przystępni” (wtajemniczeni wiedzą o czym piszę ) Po wykonaniu przez załogę obowiązkowej czynności, wyruszamy w drogę – „ku przygodzie” . Wstępne założenia (już nie plany ;-)) to Visby – port na szwedzkiej Gotlandii. Bawarka jak zwykle „musiała” wypłynąć najpóźniej – tłumaczyli się tym, że nie mogli...