Bavarie są do …. czyli rejs na Bornholm i Christianso 2013

Bavarie są do …. czyli rejs na Bornholm i Christianso 2013

Nadszedł kolejny sezon żeglarski, niejeden z nas odliczał miesiące, dni do pierwszego rejsu. Osobiście oczekuję zawsze majówki gdy zwoduję łódkę i wypłynę w pierwszy rejs ale nie o tym będę teraz pisał. Jak większość wie, organizujemy co roku rejsy morskie, które to już nazwane zostały ”Tradycyjne rejsy majowe”. Nie mylić z majówkami. Tym razem już jesienią dostałem/liśmy maila od kapitana Michała z planem ataku Bornholmu i Szwecji. Pomysł bardzo mi się spodobał bo sezon wcześniej kilka razy chciałem podbić tę przepiękną wyspe i zawsze coś, a to wiatr w morde o dużej sile, a to sztormy na Bałtyku albo ekipa się nie zgrała itd. Tym razem wiedziałem, że się uda tylko żeby urlop podpasował. Posłuchajcie…..

Pierwszy krok był taki: kto płynie? Lista 9 miejsc na Freye zapełniła się po pierwszym odezwie Kapitana Michała. Cóż wpadłem na pomysł żeby brać drugą jotkę Mestwina. Mestwin zaklepany, załoga zapełniona jest nawet lista rezerwowa. No i zostało tylko przywitać Nowy Rok i odliczać dni do tradycyjnego rejsu majowego żeby spotkać się ze starymi żeglarskimi przyjaciółmi!
Nadszedł maj każdy przebiera nogami, spać już nie może, maile się grzeją i w ostatniej chwili wielka rotacja listy Mestwina. Z przyczyn przeróżnych życiowych duża cześć nie mogła z nami płynąć ale znalezly się nowe twarze gdzie zawsze są mile widziane i co najlepsze zawsze zostają w naszej maszoperii majowej. Kilka dni przed rejsem wszystko dopięte na ostatni guzik, na kapitana Mestwina wskakuję osobiście, na Freyce zostaje Kapitan Michał.
Nadszeł dziesiąty maj, umówiliśmy się o 1100 w Górkach Zachodnich. Jako, że mam bliżej niż inna część osób z całej Polski i innych krajów, zdeklarowałem się na zrobienie zakupów prowiantu dla 18 osób. Zrobiłem zakupy dzień wcześniej, rano tylko doładowałem reszte rzeczy do auta, ledwo domykam klapę bagażnika, kół tylnych nie widać a światła nawet drogowe świecą prosto w niebo :) . Ruszam z Gdyni i w głowie mi się kroi plan drogi do Górek. Obwodnicą? Nie, bo jak mi soć strzeli w aucie to blokuję rano trójmiejską główną drogę i szybko tam mi niekt nie pomoże, dobra jadę główną przez wszystkie trzy miasta. Udało się, dojechałem do Górek i spotykam pierwsze osoby, miło :) Bardzo miło aż do chwili gdzie zakomunikowano mi, że poprzednia załoga w Mestwinie rozwaliła przekładnię. Idę prosto do armatora a póżniej do mechanika który dłubał i starał się naprawić.

dsc03029yf

Więc wierzymy w Pana mechanika i czekamy. Musiałem jeszcze szybko wrócić na kilka godzin do Gdyni i popołudniu wracam do Górek a tam nadal Mestwin w tym samym stanie jak rano. Nie stresujemy się, nadjężdżają kolejne osoby. Rozmawiamy, żartujemy opowiadamy coś się działo w życiu prywatnym przez ostatni rok. Zapada zmrok, mechanik działa i optymistycznie twierdzi, że w nocy skończy. Widząc, że ludzie zmęczeni podróżą, zdecydowalsmy się na nie wypływanie nocy tylko jak jacht będzie gotowy i na spokojnie rano. Robimy wieczorek integracyjny :) Zabawa przy kominku bardzo udana. W nocy kiedy już wszyscy spali ktoś wpadł na pomysł pomalowania części załogi hennąąąąąą :) Nie chce tych zdjęć ujawniać ale nie życze nikomu zmywania kocich wąsów różnymi sposobami począwszy od zmywacza do paznokci kończąc na pumeksie :) Trochę piekło… Rano okazuje się, że jachtu nie udało się naprawić i zaczyna się kombinacja wyczarterować na szybko czegoś innego. Trudna sprawa, bardzo cieżka na tyle osób. W międzu czasie dwie osoby rezygnują z rejsu i stwierdzają, że sobie pojadą na kaszuby do znajomych. To nam bardzo ułatwiło sprawę bo mniejszy jacht udaję nam się wyczarterować w zaprzyjaźnionej czarterowni w Gdyni i coooo?:) i płyniemy nową Bavaria 32 Avangarde która jest wyposażona w……. wszystko :) . Załoga Freyki ształuje się a my zmykamy szybko do Gdyni i ształujemy się na ATSEA I i ruszamy około 1700 w rejs na Bornholm.

Nawiązanie łączności z Freyą która jest około godziny przed nami.

Pierwszy posiłek.

Marta pełna zachwytu podczas pierwszego jej rejsu morskiego, w ogóle pierwszego rejsu.

Kto by nie zjadł pysznej, świeżej ryby z porannego połowu?

Żagle tak lubimy pływać.

Zachód słońca na Bałtyku.

Pierwsza doba płynięcia nie rozpieszczała nas w wiatr. Antek (autopilot) miał co robić. Kilka godzin pod żaglami na wachcie Przemka i Magdy. Ale nie ma złego co by na dobre nie wyszło, Zjedliśmy spokojnie dobrego dorsza popijając schłodzonym białym winem. Rybacy troszkę przesadzili z ilością darowanych ryb i postanowiliśmy poszukać naszej drugiej połówkina morzu i ofiarować im dobrą rybkę. Więc nawiązujemy kontakt i płyniemy w ich stronę. Po zachodzie słońca dostrzegamy Freye i powoli zbliżamy się do nich. Około Pólnocy spotykamy się na środku morza, zamieniliśmy kilka słów, poczęstowaliśmy owocamo morza :) i płyniemy dalej. Mamy około 10h do Nexo.

Zmiana kolejności portów, opracowanie nowej trasy.

Mycie pokładu przed wejściem do Nexo

Główki Nexo

Do Nexo dopłynełiśmy po niecałych dwóch dobach, wpłyneliśmy około południa. Odebraliśmy cumy Frejce która chwilę za nami wpłyneła. Krótkie pogaduchy na Bavarce i zaproszenie załogi na zwiedzanie tej wypasionej łódki :) póżniej kąpiel, obiad i zwiedzanie. Zrobiliśmy chyba około 20km na nogach! Ale było warto !!! I tu podziękowania dla Magdy która ciągnęła peleton :) . Wieczorem odpaliliśmy sobie gilla i chwile jeszcze pobalowaliśmy.

Początek zwiedzania okolic Nexo

Kwiatki :)

Tak blisko a tak daleko :)

Pierwszy kościół na trasie.

Postoje :)

Kolejny punkt

Cudowna plaża, kto był ten wie.

 

Marta i jej zabawki :)

Powrót na jacht.

Wściekłe psy i młode wilki :)

Później już tylko była impreza grillowa ;) .Na drugi dzień rano po prysznicu i śniadaniu zaczeło się rozwiewać i około 1000 wyszliśmy z główek portu w strone Christianso. Droga bardzo szybko nam mineła, płyneliśmy z wiatrem w sile wiatru 6B w porywach do 7B. Na Christianso oddaliśmy cumy około 1400 i cumowaliśmy do 1800. Po zwiedzeniu wyspy popłyneliśmy do Alinge, niestety już na silniku bo zdechło. W Alinge postanowiliśmy zrobić kolejny wieczorek integracyjny :) . Nasz kambuzowy Marek-cki z Freyki bardzo szybko z pomocą dziewczyn ogarnął grilla i znów mieliśmy super wieczór.

Żeglujemy na Christianso

 

Ćwiczenia SAR-u przy Bonholmie

Dopływamy do Christianso

Wspólne zdjęcie, choć brakuje kilku forumowiczów.

Głuptak

       

Szukamy skarbów na wyspie ;)

      

Limuzyny

 

Droga do Alinge

Na drugi dzień z samego rana po śniadaniu w Alinge postanowiliśmy zwiedzić okolice za pomocą rowerów.

Latarnia morska

Manewry SAR-u

Kamieniołomy

    

Ruiny

Piwo w małym zacisznym porciku.

Po wycieczce rowerowej już praktycznie nastał wieczór gdzie musieliśmy odpocząć przed powrotem do Polski i zaczeło się. Do 35 węzłów w morde całą droge w mordewind :) 53 godziny żeglowania do Gdyni :)

Toem za sterami.

Trasa rejsu

Na zakończenie chciałem napisać, że to kolejny udany rejs z super żeglarzami, tymi starymi wyjadaczami i tymi co stawiają pierwsze kroki. Chciałem podziękować wszystkim za uczestnictwo w rejsie i do zobaczenia na kolejnych.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *